poniedziałek, 2 stycznia 2017

Suknia ślubna - marzenia się spełniają :-)

Pomyślicie pewnie, że jestem trochę szalona. Przygotowania do swojego wesela rozpoczęłam bowiem... od znalezienia sukni ślubnej. Wcześniej nie chciałam nawet ustalić daty wesela. Było tak poniekąd, ponieważ byłam już po ślubie cywilnym, więc wesele teoretycznie mogło sobie poczekać.  ;-)

Uważam, że żadna panna młoda nie powinna kupować byle jakiej sukni ślubnej, żeby po prostu mieć w co się ubrać. Nawet jeśli budżet ślubny jest bardzo ograniczony, szukając zawsze znajdzie się coś, co naprawdę przypadnie pannie młodej do gustu. Lepiej nawet troszkę dłużej poszukać i znaleźć niż potem być niezadowoloną z tego, jak się w swojej sukni ślubnej wyglądało, ze zdjęć, z wideo oraz ogólnie mieć złe samopoczucie podczas całego ślubu. 

Opowiem Wam w tym wpisie pokrótce, jak to było z moim marzeniem dotyczącym sukni ślubnej i jak się owo marzenie spełniło mimo że nie miałam zbyt wiele nadziei, że się uda.

Od początku wiedziałam, że moja wymarzona suknia ślubna musi być w kształcie litery A. Uwielbiam taki krój sukienek i czuję się w nim najlepiej. Ponadto chciałam, aby moja suknia była wykonana za dobrej jakości materiałów (żeby nie wyglądała tandetnie, jak firanka, a tak niestety często wygląda dolna część sukien ślubnych sprzedawanych w Polsce :-/). Nie chciałam też, żeby moja sukienka miała dużo błyszczących się elementów, a najlepiej żeby w ogóle nic się w niej nie świeciło. Nie jestem sroką i nie przepadam za świecidełkami. ;-) Podobałaby mi się taka suknia, gdyby miała też trochę koronek, ale nie takich tradycyjnych, tylko bardziej oryginalnych, świeżych, bo wg mnie takie tradycyjne trochę postarzają. ;-) Chciałam też, żeby suknia była lekka, zwiewna, romantyczna, dziewczęca i oczywiście piękna. Spore wymagania, prawda?

Poszukiwania zaczęłam od przeglądałam wielu stron internetowych z sukniami ślubnymi, ale spora większość z nich wydawała mi się niestety nijaka, na jedno kopyto, przedobrzona, albo złej jakości. Dodatkowo nie za bardzo uśmiechała mi się wizja szycia tej sukni na mnie, a tak się przyjęło w Polsce. Wolałam już jakiś gotowy model. Po prostu go zamówić i mieć ten temat z głowy. Kiedy suknia jest na Ciebie szyta w salonie, zwykle otrzymujesz ją tuż przed swoim ślubem. A co jeśli by coś wyszło nie tak, jak planowałaś? Nie byłoby wtedy czasu na żadną przeróbkę. Świadomość, że nie byłabym w posiadaniu swojej sukni aż prawie do daty wesela wydawała mi się być zbyt stresująca.

No i wtedy ją zobaczyłam. Najpiękniejszą suknię ślubną, jaką widziałam w życiu, suknię, która spełniała wszystkie moje warunki, ba, nawet je przewyższała. Oglądałam właśnie swój ulubiony serial Chirurdzy i był to odcinek, w którym jedna z głównych bohaterek brała ślub (sezon 10, odcinek 13). Mowa o April Kepner i o cudownej sukience włoskiego projektanta Petera Langnera "Waking Up", którą miała na sobie. Kiedy zobaczyłam tę suknię, dosłownie zaparło mi dech w piersiach. Sukienka była bajeczna, idealna, cudowna! Dla tych z Was, którzy nie widzieli tego odcinka serialu, albo nie pamiętają, oto fragment, w którym widać tę suknię: https://www.youtube.com/watch?v=NuX1gdkrfY0 oraz kilka zdjęć Sarah Drew czyli serialowej April Kepner oraz kilku modelek prezentujących wspomniany model sukni autorstwa Petera Langnera. 







Zaraz po oglądnięciu wspomnianego odcinka weszłam na internet i zaczęłam szukać informacji o tym modelu sukienki. Szybko znalazłam dane o projektancie i modelu, ale poraziła mnie niestety (choć można się tego było spodziewać) cena sukni... 6,900 funtów brytyjskich lub 8,200 dolarów amerykańskich, czyli około 36,000 polskich złotych (!!!) - tyle co kosztuje naprawdę super mega wypasione polskie wesele z ogromną liczbą gości. Oczywiście taka kwota była niemożliwa do zapłacenia. Starałam się więc przestać myśleć o tej sukni i znaleźć jakąś inną, która przynajmniej w części byłaby do niej podobna. Szukałam na stronach polskich salonów ślubnych oraz na stronach z używanymi sukniami ślubnymi (takimi jak sprzedajsuknie.pl, szafa.pl, vinted.pl, olx.pl, sprzedajemy.pl, gumtree.pl oraz allegro.pl). Niestety żadna sukienka mnie tak nie zauroczyła, jak ta, którą zobaczyłam w serialu Chirurdzy, żadna nie dorastała jej nawet do pięt. 

Musiałam trochę odpocząć od poszukiwań, bo zaczęła mnie ta kwestia dołować. Po kilku tygodniach powróciłam do polowań na swoją wymarzoną suknię ślubną. Zmieniłam wtedy trochę strategię i skupiłam się na stronach zagranicznych. Odkryłam wiele stron z UK oraz z USA, na których sprzedawane są używane suknie ślubne. Mówię o takich stronach jak: www.stillwhite.co.uk, www.nearlynewlywed.comwww.preownedweddingdresses.com, www.oncewed.com. Owszem, znalazłam tam kilka używanych sukienek modelu, którego poszukiwałam, ale, mimo obniżki wyjściowej ceny, końcowa kwota, jaką trzeba było za taką suknię zapłacić (najniższa znaleziona to 3,000 dolarów amerykańskich) nadal była dla mnie za wysoka. 

Wtedy coś mnie natchnęło i weszłam na jeszcze jedną stronę: ebay.com (czyli takie międzynarodowe allegro). Po wpisaniu wymarzonego modelu sukni do okienka szukaj, pojawiła się cenowo o wiele przystępniejsza oferta zakupu sukienki Petera Langnera. Oferta była ze Stanów Zjednoczonych. Sukienka oczywiście już używana; dodatkowo z tyłu na trenie miała kilka małych dziurek oraz była troszkę zabrudzona. Sprawdziłam jej wymiary i okazało się, że były idealne, jak gdyby sukienka była szyta na mnie. :-) Ponieważ nie był to pierwszy raz, kiedy kupowałabym coś przez Ebay, nie stresowałam się tym zbytnio, ponieważ wiem, że kupujący na tej stronie jest bezpieczny, a wszystkie wpłaty dokonywane przez system PayPal (czyli takie międzynarodowe PayU) są rejestrowane. 

Wymieniłam oczywiście jeszcze kilka maili ze sprzedawcą, poprosiłam o dodatkowe zdjęcia, na których by było widać sukienkę w świetle dziennym oraz szczegóły tej sukienki, aby móc się upewnić, że nie jest to podróbka. Osoba sprzedająca suknię była bardzo miła i bez zwłoki odpowiadała na moje wszystkie maile. Byłam już praktycznie zdecydowana na ten zakup, ale pozostawała jeszcze jedna kwestia do rozwiązania, a mianowicie transport. Suknia znajdowała się bowiem na innym kontynencie. ;-) Ale wtedy kolejny zbieg okoliczności szybko podsunął mi chyba najlepsze rozwiązanie. W tym samym momencie, kiedy chciałam dokonać zakupu sukni, mój brat był właśnie w delegacji w Stanach Zjednoczonych. Sprzedawczyni zgodziła się wysłać suknię do hotelu, w którym się zatrzymywał. Dodatkowo, żeby było mu wygodniej przetransportować suknię samolotem, została ona zapakowana próżniowo, tak że zajmowała naprawdę niewiele miejsca w walizce. Tutaj rada dla wszystkich z Was, które postanowią dokonać zakupu w podobny sposób jak ja. Jeśli sprzedawca nie oferuje darmowej wysyłki za granicę, albo koszt takiej wysyłki jest bardzo wygórowany, pomyślcie, czy nie macie kogoś z rodziny lub przyjaciół, kto mieszka w tym samym kraju, co sprzedawca, żeby mógł Wam taniej wysłać suknię do Polski, albo po prostu przewieźć samolotem. :-)

Suknia przyleciała samolotem w walizce mojego brata bez najmniejszego problemu. Była już u mnie w mieszkaniu w Krakowie. Teraz trzeba było ją jeszcze przymierzyć, żeby się upewnić, że wszystko na pewno jest z nią w porządku oraz znaleźć jakąś dobrą krawcową, aby coś poradziła na dziurki oraz znaleźć miejsce, gdzie by można było profesjonalnie taką suknię wyczyścić i nie zniszczyć. Po przymierzeniu stwierdziłam, że suknia leży idealnie, jedynie można ciut poszerzyć ostatnią haftkę w gorsecie oraz wymyślić coś na podwinięcie trenu, żeby łatwiej mi było w niej tańczyć na weselu.

Znowu więc siadłam przed komputerem i zaczęłam poszukiwania (tym razem salonów krawieckich oraz pralni). Wcześniej co prawda popytałam się koleżanek, czy mogą mi jakieś miejsce polecić, aby wyprać suknię, ale jedyne co od nich otrzymałam, to wskazówki, gdzie nie iść, bo tam ich suknie zostały zniszczone (pralnia Foka oraz pralnia 5àSec). Trochę czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego miejsca, które dałoby mi gwarancję, że suknia nie ulegnie zniszczeniu. Bo powiedzmy sobie szczerze, że pal jeszcze licho, gdybym już była po ślubie, ale w moim przypadku, jeśli suknia uległaby uszkodzeniu, zostałabym bez sukienki na wesele. 

W końcu znalazłam odpowiednie miejsce: salon sukien ślubnych Catherine w Krakowie (http://www.suknieslubne.net.pl/). Właścicielem tego miejsca jest przesympatyczna i doświadczona krawcowa Pani Jola. Oprócz szycia sukien oraz przeróbek zajmuje się również ich czyszczeniem oraz prowadzi komis sukien ślubnych. Tak więc znalazłam miejsce idealne. Pani Jola umówiła się ze mną na konsultację. Stwierdziła, że jeszcze nigdy nie miała do czynienia dokładnie z takiego rodzaju organzą jedwabną (bo z tego materiału jest wykonany wierzch sukni) i nie chcąc mi jej zniszczyć, zaproponowała następujące rozwiązanie: wytnie mały pasek materiału z trenu sukni, aby pozbyć się dziurek, a na tym wyciętym skrawku przeprowadzi eksperymenty dotyczące odpowiedniej techniki czyszczenia sukni. Zgodziłam się na to rozwiązanie i niedługi czas potem miałam już naprawioną, wypraną i wyprasowaną suknię. Dodatkowo Pani Jola ciut poszerzyła moją suknię w gorsecie przeszywając górną haftkę oraz wszyła pętelkę na dole trenu, dzięki której mogłam podwinąć tren i tańczyć całą noc nie przejmując się, że ktoś mi na sukienkę nadepnie i ją porwie.

Czego jeszcze wobec tego potrzebowałam? Bukietu (znów był to bukiet od Pani Ani z Artico), biżuterii oraz butów. O tych wszystkich elementach napiszę więcej w jednym z kolejnych wpisów na blogu. Zaznaczę tylko jeszcze że brakujące dodatki zostały zakupione przez internet oczywiście po bardzo przystępnej cenie. ;-)

Na koniec jeszcze kilka słów o tej magicznej sukience. Fason sukni jest oczywiście o kroju litery A; tak jak chciałam, w sukience nie ma żadnego błyszczącego elementu; jest koronka, ale nie klasyczna tylko z niesamowicie dziewczęca i kwiatowa oraz sukienka ma tzw. illusion neckline, czyli dekolt pokryty koronką na cieniutkim tiulu, tworzący iluzoryczny efekt aplikacji przyklejonych na skórze. Jest to dość bezpieczna opcja dla osób, które, podobnie jak ja, obawiają się, że sukienka w pewnym momencie może się z nich po prostu ześlizgnąć ;-). 

Co jeszcze jest według mnie niezwykle istotne w tej sukni to to, że uszyta jest z ona najwyższej jakości materiałów: organzy jedwabnej i elementów kwiatowych z bawełny (wierzchnia warstwa) oraz tiulu (wewnętrzne warstwy). No i oczywiście to, że spódnica w tej sukni w niczym nie przypomina firanki, czego też bardzo nie chciałam. A ponieważ suknia jest perfekcyjnie wykonana, jest przez to praktycznie nie do zdarcia. Po całym dniu i nocy weselnej oraz po 2 sesjach ślubnych oraz po ponownym czyszczeniu i prasowaniu dalej wygląda jak nowa. :-)

A teraz czas na trochę zdjęć z wesela w mojej wyśnionej sukni ślubnej. Marzenia jednak się spełniają. Czasem jedynie trzeba się trochę nagimnastykować, by je osiągnąć. ;-)


















Proszę, napiszcie w komentarzach, czy podobała się Wam moja sukienka oraz czy była warta tyle zachodu. ;-)

I na koniec jeszcze króciutkie ogłoszenie. ;-) Po długich rozmyślaniach postanowiłam sprzedać tę suknię. :'-( Powód? Dość prozaiczny. Ślubu kolejnego mieć już raczej nie będę, a miejsca w szafie coraz mniej. :-) Chętne osoby proszę o bezpośredni kontakt drogą mailową na mój adres weselemi@gazeta.pl. Suknię można oczywiście przymierzyć w Krakowie. Gwarantuję, że w tej kreacji będziecie się czuły jak wyjęte z bajki, lub jakbyście grały w hollywoodzkiej superprodukcji filmowej. 

piątek, 30 grudnia 2016

Zdjęcia ślubne - najlepsza pamiątka po latach

Kolejnym i chyba ostatnim wśród tych przeze mnie wymienionych na blogu najważniejszych elementów każdego ślubu są bez wątpienia zdjęcia ślubne. Zdjęcia z tego dnia będą przecież pamiątką na całe życie: gdy miną lata i pamięć zacznie zawodzić lub po prostu, kiedy będziecie mieli ochotę powspominać tamte chwile. Otworzycie wtedy album ze zdjęciami ślubnymi i przywołacie wspomnienia z tamtego wyjątkowego dnia. 

Jak wybrać fotografa i nie dać się zwariować, być zadowolonym z rezultatów, a przy tym nie zbankrutować? Nie ukrywam. Na początku może się to wydawać trudne. Ale dla chcącego nic trudnego. :-)

W internecie roi się od fotografów ślubnych. Z jednej strony to dobrze, ponieważ jest większy wybór, ale z drugiej strony może przyprawić nowożeńców o zawrót głowy. Ponieważ zamiast wyboru wśród dajmy na to dziesięciu fotografów możecie wybierać nawet wśród setek... 

Jak najłatwiej i najtrafniej wybrać fotografa? Według mnie pierwszym logicznym krokiem wydaje się zapytać najpierw znajomych, czy mogą Wam kogoś polecić. Oglądnijcie następnie stronę internetową takiego fotografa (jeśli ją posiada), aby zobaczyć zdjęcia ślubne wykonane przez tę osobę, a na koniec oczywiście sprawdźcie też cenę takiej usługi fotograficznej, gdyż często kwoty za wykonanie zdjęć ślubnych są naprawdę bardzo wysokie i dobrze zawczasu wiedzieć, czy na jakiegoś fotografa nas stać czy nie. Aha i pamiętajcie, że nie zawsze cena idzie w parze z jakością. ;-)

Ponieważ nasz ślub był podzielony na 2 etapy (w październiku wzięliśmy skromny ślub cywilny w USC, a w lipcu kolejnego roku urządziliśmy bardziej wystawne już wesele dla większej liczby gości), nie chcieliśmy wydawać majątku na zdjęcia z pierwszej ceremonii w urzędzie. Popytaliśmy się wobec tego naszych znajomych, czy mają jakiś poleconych fotografów ślubnych. Niestety niewiele osób było nam w stanie pomóc. Zaczęliśmy więc szukać trochę po omacku w internecie. Niestety zawsze kiedy zdjęcia ślubne jakiegoś konkretnego fotografa przypadały nam do gustu, cena za nie już nie była taka fajna.

Kiedy byliśmy już na granicy rozpaczy, spadła nam jak gwiazdka z nieba sugestia kontaktu ze znajomą mojej kuzynki, która powoli rozkręcała wtedy swoją firmę fotograficzną. Oglądnęłam wcześniej wykonane przez nią zdjęcia. Bardzo mi się spodobały, więc postanowiłam skontaktować się z nią natychmiast. Marysia, bo tak nazwa się właścicielka Warsztatu Spojrzeń, okazała się być niesamowicie ciepłą osobą, która z anielską cierpliwością wysłucha każdego, aby dowiedzieć się, czego oczekuje po konkretnej sesji. Jest to bardzo ważne, bo mimo że fotograf ślubny może mieć wieloletnie doświadczenie, jednak jako ludzie różnimy się między sobą i możemy oczekiwać czegoś zupełnie innego po naszych własnych zdjęciach ślubnych. 

Czego nie chciałam w swoich zdjęciach ze ślubu? Na pewno nadmiernego używania photoshopa, a jest to niestety dość częsta praktyka wśród fotografów ślubnych. Nie chciałam również sztuczności, pozowania i przesłodzenia, a te elementy też są dość często spotykane w zdjęciach ze ślubu. Czego natomiast szukałam? Naturalności, pokazania prawdziwych emocji oraz elegancji.

Wszystko czego szukałam, a nawet więcej dała mi właśnie współpraca z Marysią, czyli Warsztatem Spojrzeń. Marysia jest mistrzynią uchwycania emocji, pokazywania bliskości pomiędzy ludźmi oraz naturalnego piękna każdego z nas. Może po części dzieje się tak, gdyż z zawodu jest psychologiem. ;-) Dodatkowo Marysia jest niesamowicie ciepłą, uczuciową oraz skromną osobą, a jest to według mnie również niesamowicie ważne. Jeśli bowiem nie czujecie się dobrze z Waszym ślubnym fotografem, na zdjęciach będzie to widoczne i nigdy nie zdołacie osiągnąć wymarzonego rezultatu.

Co więcej, zdecydowaliśmy się na współpracę z Marysią nie tylko, jak to wstępnie planowaliśmy, podczas naszego ślubu cywilnego, ale również podczas naszego wesela. Zdjęcia autorstwa Warsztatu Spojrzeń wzruszyły bowiem nie tylko nas, ale również naszą rodzinę i przyjaciół. Wszyscy są nimi zachwyceni i z niedowierzaniem pytają się, gdzie znaleźliśmy tak świetnego fotografa. Dlaczego z niedowierzaniem? Wydaje mi się, że dlatego, że zdjęcia Marysi są inne niż większość "wyphotoshopowanych" i wystylizowanych zdjęć ślubnych do jakich poniekąd przywykliśmy, ale jakie niekoniecznie nam się podobają. Pamiętajcie. Nie wszystkie zdjęcia ślubne muszą być takie same. Mogą być naturalne, pokazywać nasze prawdziwe emocje.  Zdjęcia ślubne powinny pozwolić każdemu z nas zatrzymać się na moment, by pomyśleć, jakie to cudowne, że mamy dookoła siebie swoich najbliższych. I takie właśnie są zdjęcia Warsztatu Spojrzeń. :-)

Poniżej pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć ze swojego ślubu cywilnego oraz z późniejszej sesji ślubnej oraz podam Wam linki do Facebooka, Blogspota oraz Instagrama, przez które możecie skontaktować się z Warsztatem Spojrzeń. Serdecznie Wam polecam współpracę z Marysią. Jeśli zdecydujecie się na współpracę z nią, jestem jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni. :-)













Zdjęcia pochodzą z sesji udostępnionej pod poniższym linkiem: http://warsztatspojrzen.blogspot.com/2016/02/slub-eli-i-diega.html


piątek, 11 listopada 2016

Bukiet panny młodej i pozostałe kwiatowe kompozycje - ślub cywilny

Kolejnym istotnym elementem każdego ślubu z pewnością są kwiaty. Bez nich żaden ślub nie będzie cudowny. Nawet najlepsza suknia ślubna ani markowy garnitur tutaj nie pomogą. Kwiaty muszą być i kropka. ;-) Bukiet nadaje piękna sukni ślubnej, mała kwiecista kompozycja w butonierce w garniturze Pana Młodego dodaje mu szyku, a kwiecisty wianek na głowie lub kwiat we włosach Panny Młodej jeszcze bardziej upiększa jej fryzurę oraz makijaż, a czasem wręcz mogą zastąpić tradycyjny welon. 

Ponieważ koszty związane z realizacją ślubu oraz wesela i bez kwiatów są już spore, kolejna pozycja na liście "do załatwienia" może przysporzyć niejednej parze młodej jeszcze większego bólu głowy. Tym bardziej, że koszt kompozycji ślubnych jest znacznie większy niż normalnych kwiatowych bukietów. Jak to przeżyć i nie dać się zwariować? 

Przede wszystkim należy zacząć od znalezienia dobrej florystki, która nie pogrąży Was finansowo, a równocześnie spełni Wasze oczekiwania, dobrze doradzi i, co najważniejsze,  wyczaruje wspaniałe ślubne kompozycje, które zachwycą nie tylko Was ale i wszystkich Waszych gości weselnych. Jeśli nie macie nikogo sprawdzonego lub poleconego przez znajomych lub rodzinę, jak zawsze z pomocą przychodzi Internet.

Ponieważ nikt z naszych znajomych nie był w stanie polecić nam żadnej dobrej florystki w Krakowie, zaczęłam buszować po Internecie, przede wszystkim po najrozmaitszych forach internetowych w poszukiwaniu osoby, która wykona wymarzony przeze mnie bukiet. Po jakimś czasie miałam już wstępną listę potencjalnych kwiaciarni, z którymi chciałabym stworzyć ślubne kompozycje. 

Na liście znalazły się:

  • Artico 
  • Dorota Rusiniak (Niezłe Kwiatki)
  • Floral Concept Store by Eva Klimek 
  • Kwiatostacja 
  • Magiczne Kwiaty 
  • Monika Ładne Kwiatki

Po krótkiej korespondencji mailowej z każdą z wymienionych powyżej kwiaciarni, nie miałam najmniejszego problemu, aby wybrać, kto wykona dla mnie kwiaty na mój ślub. Ale zanim wyjawię Wam zwycięzcę, przedstawię pokrótce, co dla mnie się liczyło i jak wypadły poszczególne miejsca:


Chyba w tym momencie nie trudno już Wam zgadnąć, na kogo się zdecydowałam? ;-) Z jednej strony ważny dla mnie był aspekt finansowy, czyli od razu odrzuciłam 3 kwiaciarnie (Floral Concept Store, Kwiatostację i Magiczne Kwiaty). Odpowiedź od Ładnych Kwiatków zostałam zbyt późno, by się zdecydować plus treść maila nie była jakaś porywająca. ;-) Natomiast decyzja pomiędzy Artico a Dorotą Rusiniak też nie była trudna. Pani Anna Kurnik z Artico zauroczyła mnie ciepłem swojego maila, profesjonalizmem i, nie potrafię tego inaczej ująć niż, piękną duszą. Współpraca z Panią Anią była przyjemnością. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie nadrzędną rzeczą jest dobry kontakt z osobą, z którą będzie się współpracować, nawet jeśli ma trwać ona krótko. Jeśli współpraca szwankuje, nawet profesjonalizm danej firmy nie uratuje sytuacji. Pani Ania wyczarowała dla mnie przepiękny bukiet, kompozycję do butonierki oraz do moich włosów. Efekt końcowy przekroczył moje oczekiwania.

Wszystkim Wam serdecznie polecam usługi Artico. W zamian gwarantuję profesjonalną obsługę, bardzo dobry kontakt może i przy filiżance herbaty ;-), plus możliwą znajomość, która nie urwie się po ślubie. Pani Ania jest pełną ciepła artystką kochającą swoją pracę. Widać do nie tylko w podejściu do każdego klienta, ale również w jej niesamowitych bukietach. 

Mój pomysł na bukiet był następujący:



Chciałam bukiet o mocnym kolorze z wyrazistymi kontrastami, ale równocześnie delikatny i, co najważniejsze, bez żadych perełek i innych świecidełek, których bardzo nie lubię. ;-)

Jak to określiła Pani Ania z Artico, na swój ślub cywilny wybrałam bukiet doskonały: kolor bordo to klasyka i elegancja. Co do frezji, Pani Ania określiła je jako kwiaty delikatne. Ponieważ moja sukienka na ten dzień była właśnie taka dziewczęca, delikatna, pasowałyby do niej idealnie. Zestawienie bordowych róży z frezjami w towarzystwie mojej sukienki wg Pani Ani pasuje idealnie.

Niestety (choć w sumie powinnam powiedzieć: na szczęście ;-) ), w wersji końcowej mojego ślubnego bukietu nie było frezji, bo w okresie, w którym brałam ślub, były bardzo trudno dostępne, niezbyt ładne, a na dodatek drogie. Pani Ania postanowiła je zamienić równie delikatnymi i dziewczęcymi kremowymi eustoma Eriki. Jak to stwierdziła: "Bukiet musi być najpiękniejszy, gdyż to jest Pani dzień i taki też będzie". Cóż mogę dodać. Mój bukiet był rzeczywiście cudowny. :-) 

Z uwag jeszcze trochę bardziej przyziemnych, acz ważnych dla każdej pary młodej: końcowy koszt bukietu to 140 PLN, a butonierki 25 PLN. Kwiat we włosach otrzymałam natomiast gratis. ;-)

Bukiet na ślub cywilny
Kompozycja kwiatowa do butonierki na ślub cywilny
Kwiat we włosach




A jak Wam podoba się efekt końcowy całej współpracy z Panią Anią z Artico? :-) 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Ślub cywilny - restauracja

Postanowiliśmy, że nasz ślub cywilny będzie skromną uroczystością. Dlatego też po ceremonii zawarcia związku małżeńskiego w USC wybraliśmy się z zaproszonymi gośćmi (najbliższa rodzina i przyjaciele) na jedynie obiad do jednej z krakowskich restauracji. Nie chcieliśmy organizować żadnego hucznego przyjęcia. 

Długo z narzeczonym zastanawialiśmy się, jaki styl restauracji wybrać. Po pierwsze chcieliśmy, żeby miejsce było eleganckie, żebyśmy wszyscy czuli się w nim uroczyście, ale i swobodnie. Po drugie jedzenie musiało być w nim bardzo dobre, a po trzecie, ceny nie mogły być wyjątkowo wysokie, bo po prostu nie dysponowaliśmy zbyt dużym budżetem.

Pomyśleliśmy wtedy: jaką kuchnię lubią praktycznie wszyscy? Odpowiedź była wyjątkowo prosta: kuchnię włoską!!! :-D Ale włoskich restauracji jest w Krakowie baaardzo dużo, więc mimo że wybór się zawęził, to jednak niewystarczająco. Potrzebowaliśmy znaleźć ładne miejsce w okolicach Rynku Głównego, serwujące wyśmienite dania po przystępnej cenie.

Z pomocą przyszedł nam jak zwykle internet. Przypadkiem natknęłam się w nim na krakowski blog kulinarny http://dania-kontra-ania.blogspot.com/. Zaczęłam czytać recenzje włoskich restauracji w Krakowie opisane na wyżej wymienionym blogu i dzięki nim dowiedziałam się o ślicznej włoskiej restauracji na ulicy Szewskiej "Boscaiola". Dodatkowo sprawdziłam, że lokal ten ma bardzo pozytywne opinie na TripAdvisor. Kolejnym etapem było sprawdzenie ich strony internetowej (http://boscaiola.eu/), aby dowiedzieć się, co mają w menu oraz zobaczyć, jak to miejsce wygląda. Spodobało nam się jeszcze bardziej.

Przed Restauracją Boscaiola
Następnie napisaliśmy mail do restauracji, aby poinformować, że wstępnie planujemy zorganizować w niej obiad ślubny. Najpierw jednak postanowiliśmy przekonać się na własnej skórze, a raczej podniebieniach, czy rzeczywiście jedzenie serwowane w tej restauracji jest tak dobre. Umówiliśmy się na degustację dań. Na szczęście w Boscaiola można zamawiać po pół porcji, dzięki czemu byliśmy w stanie spróbować większej ilości dań, choć i tak prawie pękliśmy z przejedzenia, mimo że degustacja odbyła się przy dwóch podejściach. ;-)

Na pierwszy ogień poszły zupy. Skosztowaliśmy kremu pomidorowo-paprykowego z białą mozzarellą i sosem pesto oraz kremu czosnkowego podawanego z grzanką zapiekaną z parmezanem (niestety tej drugiej nie ma już w menu). Obydwie były przepyszne, ale w końcu jako ostateczną zupę wybraliśmy tę czosnkową.

Następnie spróbowaliśmy sałatek: polecanej na blogu Insalata Primavera (kompozycja sałat z melonem i szynką parmeńską, pomidorami koktajlowymi, papryką, grana padano) oraz Insalata Pollo (czyli: kompozycja sałat z marynowaną piersią kurczaka, pomidorami koktailowymi i awokado oraz sosem vinegret). Obydwie były pyszne, ale nasze serca skradł smak soczystego pomarańczowego melona owiniętego wyśmienitą szynką parmeńską, więc wybraliśmy Insalata Primavera.

Myśląc o kuchni włoskiej, nie mogło się też obyć bez pizz. Wybraliśmy 2 smaki: Zingera (sos pomidorowy, mozzarella, oliwki zielone, oliwki czarne, salami, cebula) oraz Capricciosa (sos pomidorowy, mozzarella, szynka cotto, pieczarki). Pizze były bardzo dobre, natomiast mówiąc szczerze nie najlepsze, jakie dotychczas jadłam w Krakowie. Wg mnie pizzami nie do pokonania są te serwowane w restauracji Ti Amo Ti (przede wszystkim ta z wędzoną mozzarellą) na ul. Karmelickiej oraz Pizzeria Garden na ul. Konopnickiej. ;-)

Kolejnym etapem obiadu ślubnego, który nota bene prawie przeciągnął się do kolacji, był niesamowicie smaczny makaron, którego smakiem zachwyciliśmy się podczas degustacji. Jeden z lepszych makaronów, jakie w życiu jadłam! Chodzi o makaron Tagliatelle z kawałkami kurczaka, curry, śmietaną, migdałami w płatkach, gruszką. Mój kuzyn, który po pizzy był tak pełny, że powiedział, że już nic nie zmieści, po skosztowaniu tego dania, zjadł nie tylko całą swoją porcję, ale i część porcji swojej dziewczyny. Tak pyszne było to danie. ;-)

Na koniec obiadu podaliśmy deser. Nie był to tort weselny, jak zwykle bywa na weselach, no ale przecież nie było to wesele tylko obiad. Deser wszystkim bardzo smakował, choć szczerze mówiąc trudno go było zjeść po tylu wcześniejszych daniach. A wybraliśmy: sernik z mascarpone i ricotty z sosem malinowym.

Własnoręcznie wykonane przez nas menu (przód)
Własnoręcznie wykonane przez nas menu (tył)
Co nas jeszcze przekonało do tej restauracji? Na pewno profesjonalne Panie manager, które z ogromną cierpliwością i profesjonalizmem odpisywały na wszystkie nasze maile oraz bardzo miła obsługa w restauracji. Urzekły nas też przepiękne piwniczki, w jednej z których odbył się nasz ślubny obiad. Ważne też były... nie śmiejcie się... toalety. ;-) Zawsze zwracam uwagę na ten element restauracji. Były czyste, pachnące, ze świeżymi kwiatami przy umywalce i nawet z balsamem do rąk po wymyciu dłoni. 

Kolejnym plusem restauracji to to, że dla dzieci (a na naszym obiedzie było ich dwoje) jest też wydzielony odpowiedni kącik, gdzie mogą się bawić i rysować. Wydało nam się to bardzo fajnym rozwiązaniem.

I jeszcze jeden bardzo ważny element, który w pewnym stopniu zdecydował o tym, że wybraliśmy to miejsce, a nie inne. Bardzo zależało nam na tym, żeby na obiedzie ślubnym móc serwować wina z Hiszpańskiej Galicji, stron mojego męża. Wina te zostały przez nas specjalnie na tę okazję sprowadzone z Hiszpanii. Dodatkowo wina te miały dla nas aspekt symboliczny, bo na naszej pierwszej randce piliśmy wino właśnie z tej samej winiarni, z której pochodzą wina przez nas przywiezione do Polski. Restauracja, biorąc pod uwagę walor sentymentalny wspomnianych win, zgodziła się je serwować na naszym obiedzie bez żadnej dodatkowej opłaty! Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni.

Było wspaniale! A na koniec jeszcze kilka zdjęć z restauracji. :-)

Widok na piwniczkę, w której odbył się obiad ślubny

Toast cz. 1

Toast cz. 2

Toast cz. 3

poniedziałek, 16 maja 2016

Zaproszenia ślubne - trochę oryginalności

Kolejny element nierozłącznie kojarzony ze ślubem to oczywiście zaproszenia ślubne. Przygotowując się do własnego ślubu nie sądziłam, że ta kwestia sprawi nam tyle problemów. Przecież to takie proste: wybrać zaproszenie, które nam się spodoba, dodać nasze imiona i pozostałe spersonalizowane informacje: miejsce, dzień i godzina ślubu / wesela oraz imiona gości. Banalne, prawda? Okazuje się jednak, że znalezienie ładnego i oryginalnego zaproszenia prawie graniczy z cudem. Mimo że internet jest pełen ciekawych pomysłów, polski rynek zaproszeniowy w dalszym ciągu pozostawia wiele do życzenia. Nawet targi ślubne w Krakowie, w których uczestniczyliśmy, niewiele nam pomogły. Decyzja: sami zrobimy nasze zaproszenia. :-) Jak to zrobiliśmy krok po kroku:

Punkt pierwszy: znalezienie wzoru zaproszenia, które nam się podoba. Na nasz ślub cywilny, który był bardzo skromnym wydarzeniem, zdecydowaliśmy się na nieformalne zaproszenia. Wzorem, na którym oparliśmy nasz projekt było następujące zaproszenie:

Wzór zaproszenia, które wykorzystaliśmy
do przygotowania naszego zaproszenia ślubnego :-)

Punkt drugi: personifikacja wybranego wzoru zaproszenia. Żadne z nas nie przepada za kolorem różowym, dlatego w naszej wersji zaproszenia zdecydowaliśmy się na zmianę kolorystyczną. Wybraliśmy kolory niebieski i fioletowy. Kolejnym elementem, który musieliśmy zmienić to wygląd postaci na zaproszeniu, gdyż my wyglądamy po prostu inaczej. Z pomocą przyszła nam następująca aplikacja komputerowa: 


Aplikacja ta służy do stworzenia swoich własnych postaci na wzór kreskówki Pocoyo. :-) W ten sposób w przeciągu dosłownie kilku minut możecie dobrać w niej praktycznie wszystko, aby małe kreskówkowe ludziki jak najbardziej Was przypominały: fryzurę i kolor włosów; kształt i kolor oczu, ust oraz skóry; górną i dolną część garderoby; okulary; zarost; oraz wygląd i kolor brwi. :D Oto rezultaty naszych prób upodobnienia się do Pocoyo: ;-)


Ślubna Ela w wersji Pocoyo
Ślubny Diego w wersji Pocoyo

Na naszym zaproszeniu nie mogło oczywiście zabraknąć... kota. Obydwoje jesteśmy miłośnikami tych zwierząt. (=^・ェ・^=)


Ponieważ nasze zaproszenie z przodu przypominało pocztówkę, zdecydowaliśmy się, że tył będzie właśnie pocztówkowy. Ponownie umieściliśmy na nim nasz znak rozpoznawczy czyli koty ;-) oraz wszystkie potrzebne informacje, żeby nasi goście przybyli na uroczystość na czas i się oczywiście nie zgubili po drodze. :-) Cały projekt został wykonany w programie PowerPoint. Oto wyniki naszej pracy:

Przód naszego zaproszenia na ślub

Tył naszego zaproszenia na ślub

Punkt trzeci: wydrukowanie zaproszeń. Po wybraniu rozmiaru zaproszenia i zapisaniu go w formacie pdf, udaliśmy się do świetnej krakowskiej drukarni Extrema przy rondzie Mogilskim:


Tam wybraliśmy rodzaj papieru, na którym nasze zaproszenia miały zostać wydrukowane i poprosiliśmy o dwustronny wydruk w odpowiedniej ilości egzemplarzy.

Punkt czwarty: kupienie kopert i dodatkowych elementów dekoracyjnych. W międzyczasie kupiliśmy pasujące kolorystycznie do zaproszeń koperty oraz pastelowy elegancki sznurek do wykonania kwiatu na kopertę. Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia udekorowanej koperty. Musicie zobaczyć ten kwiat to oczami Waszej wyobraźni. ;-) A oto użyte materiały: czyli koperty i sznurek:

Koperty na zaproszenia
Sznurek do dekoracji koperty

Punkt piąty: wysłanie zaproszeń pocztą / przekazanie zaproszeń gościom osobiście.

Jak Wam się podoba nasze zaproszenie ślubne i pomysł na nie? Jak zwykle z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze. :-)