Suknia ślubna - marzenia się spełniają :-)

Pomyślicie pewnie, że jestem trochę szalona. Przygotowania do swojego wesela rozpoczęłam bowiem... od znalezienia sukni ślubnej. Wcześniej nie chciałam nawet ustalić daty wesela. Było tak poniekąd, ponieważ byłam już po ślubie cywilnym, więc wesele teoretycznie mogło sobie poczekać.  ;-)

Uważam, że żadna panna młoda nie powinna kupować byle jakiej sukni ślubnej, żeby po prostu mieć w co się ubrać. Nawet jeśli budżet ślubny jest bardzo ograniczony, szukając zawsze znajdzie się coś, co naprawdę przypadnie pannie młodej do gustu. Lepiej nawet troszkę dłużej poszukać i znaleźć niż potem być niezadowoloną z tego, jak się w swojej sukni ślubnej wyglądało, ze zdjęć, z wideo oraz ogólnie mieć złe samopoczucie podczas całego ślubu.

Opowiem Wam w tym wpisie pokrótce, jak to było z moim marzeniem dotyczącym sukni ślubnej i jak się owo marzenie spełniło mimo że nie miałam zbyt wiele nadziei, że się uda.

Od początku wiedziałam, że moja wymarzona suknia ślubna musi być w kształcie litery A. Uwielbiam taki krój sukienek i czuję się w nim najlepiej. Ponadto chciałam, aby moja suknia była wykonana za dobrej jakości materiałów (żeby nie wyglądała tandetnie, jak firanka, a tak niestety często wygląda dolna część sukien ślubnych sprzedawanych w Polsce :-/). Nie chciałam też, żeby moja sukienka miała dużo błyszczących się elementów, a najlepiej żeby w ogóle nic się w niej nie świeciło. Nie jestem sroką i nie przepadam za świecidełkami. ;-) Podobałaby mi się taka suknia, gdyby miała też trochę koronek, ale nie takich tradycyjnych, tylko bardziej oryginalnych, świeżych, bo wg mnie takie tradycyjne trochę postarzają. ;-) Chciałam też, żeby suknia była lekka, zwiewna, romantyczna, dziewczęca i oczywiście piękna. Spore wymagania, prawda?

Poszukiwania zaczęłam od przeglądałam wielu stron internetowych z sukniami ślubnymi, ale spora większość z nich wydawała mi się niestety nijaka, na jedno kopyto, przedobrzona, albo złej jakości. Dodatkowo nie za bardzo uśmiechała mi się wizja szycia tej sukni na mnie, a tak się przyjęło w Polsce. Wolałam już jakiś gotowy model. Po prostu go zamówić i mieć ten temat z głowy. Kiedy suknia jest na Ciebie szyta w salonie, zwykle otrzymujesz ją tuż przed swoim ślubem. A co jeśli by coś wyszło nie tak, jak planowałaś? Nie byłoby wtedy czasu na żadną przeróbkę. Świadomość, że nie byłabym w posiadaniu swojej sukni aż prawie do daty wesela wydawała mi się być zbyt stresująca.

No i wtedy ją zobaczyłam. Najpiękniejszą suknię ślubną, jaką widziałam w życiu, suknię, która spełniała wszystkie moje warunki, ba, nawet je przewyższała. Oglądałam właśnie swój ulubiony serial Chirurdzy i był to odcinek, w którym jedna z głównych bohaterek brała ślub (sezon 10, odcinek 13). Mowa o April Kepner i o cudownej sukience włoskiego projektanta Petera Langnera "Waking Up", którą miała na sobie. Kiedy zobaczyłam tę suknię, dosłownie zaparło mi dech w piersiach. Sukienka była bajeczna, idealna, cudowna! Dla tych z Was, którzy nie widzieli tego odcinka serialu, albo nie pamiętają, oto fragment, w którym widać tę suknię: https://www.youtube.com/watch?v=NuX1gdkrfY0 oraz kilka zdjęć Sarah Drew czyli serialowej April Kepner oraz kilku modelek prezentujących wspomniany model sukni autorstwa Petera Langnera. 







Zaraz po oglądnięciu wspomnianego odcinka weszłam na internet i zaczęłam szukać informacji o tym modelu sukienki. Szybko znalazłam dane o projektancie i modelu, ale poraziła mnie niestety (choć można się tego było spodziewać) cena sukni... 6,900 funtów brytyjskich lub 8,200 dolarów amerykańskich, czyli około 36,000 polskich złotych (!!!) - tyle co kosztuje naprawdę super mega wypasione polskie wesele z ogromną liczbą gości. Oczywiście taka kwota była niemożliwa do zapłacenia. Starałam się więc przestać myśleć o tej sukni i znaleźć jakąś inną, która przynajmniej w części byłaby do niej podobna. Szukałam na stronach polskich salonów ślubnych oraz na stronach z używanymi sukniami ślubnymi (takimi jak sprzedajsuknie.pl, szafa.pl, vinted.pl, olx.pl, sprzedajemy.pl, gumtree.pl oraz allegro.pl). Niestety żadna sukienka mnie tak nie zauroczyła, jak ta, którą zobaczyłam w serialu Chirurdzy, żadna nie dorastała jej nawet do pięt. 

Musiałam trochę odpocząć od poszukiwań, bo zaczęła mnie ta kwestia dołować. Po kilku tygodniach powróciłam do polowań na swoją wymarzoną suknię ślubną. Zmieniłam wtedy trochę strategię i skupiłam się na stronach zagranicznych. Odkryłam wiele stron z UK oraz z USA, na których sprzedawane są używane suknie ślubne. Mówię o takich stronach jak: www.stillwhite.co.uk, www.nearlynewlywed.comwww.preownedweddingdresses.com, www.oncewed.com. Owszem, znalazłam tam kilka używanych sukienek modelu, którego poszukiwałam, ale, mimo obniżki wyjściowej ceny, końcowa kwota, jaką trzeba było za taką suknię zapłacić (najniższa znaleziona to 3,000 dolarów amerykańskich) nadal była dla mnie za wysoka. 

Wtedy coś mnie natchnęło i weszłam na jeszcze jedną stronę: ebay.com (czyli takie międzynarodowe allegro). Po wpisaniu wymarzonego modelu sukni do okienka szukaj, pojawiła się cenowo o wiele przystępniejsza oferta zakupu sukienki Petera Langnera. Oferta była ze Stanów Zjednoczonych. Sukienka oczywiście już używana; dodatkowo z tyłu na trenie miała kilka małych dziurek oraz była troszkę zabrudzona. Sprawdziłam jej wymiary i okazało się, że były idealne, jak gdyby sukienka była szyta na mnie. :-) Ponieważ nie był to pierwszy raz, kiedy kupowałabym coś przez Ebay, nie stresowałam się tym zbytnio, ponieważ wiem, że kupujący na tej stronie jest bezpieczny, a wszystkie wpłaty dokonywane przez system PayPal (czyli takie międzynarodowe PayU) są rejestrowane. 

Wymieniłam oczywiście jeszcze kilka maili ze sprzedawcą, poprosiłam o dodatkowe zdjęcia, na których by było widać sukienkę w świetle dziennym oraz szczegóły tej sukienki, aby móc się upewnić, że nie jest to podróbka. Osoba sprzedająca suknię była bardzo miła i bez zwłoki odpowiadała na moje wszystkie maile. Byłam już praktycznie zdecydowana na ten zakup, ale pozostawała jeszcze jedna kwestia do rozwiązania, a mianowicie transport. Suknia znajdowała się bowiem na innym kontynencie. ;-) Ale wtedy kolejny zbieg okoliczności szybko podsunął mi chyba najlepsze rozwiązanie. W tym samym momencie, kiedy chciałam dokonać zakupu sukni, mój brat był właśnie w delegacji w Stanach Zjednoczonych. Sprzedawczyni zgodziła się wysłać suknię do hotelu, w którym się zatrzymywał. Dodatkowo, żeby było mu wygodniej przetransportować suknię samolotem, została ona zapakowana próżniowo, tak że zajmowała naprawdę niewiele miejsca w walizce. Tutaj rada dla wszystkich z Was, które postanowią dokonać zakupu w podobny sposób jak ja. Jeśli sprzedawca nie oferuje darmowej wysyłki za granicę, albo koszt takiej wysyłki jest bardzo wygórowany, pomyślcie, czy nie macie kogoś z rodziny lub przyjaciół, kto mieszka w tym samym kraju, co sprzedawca, żeby mógł Wam taniej wysłać suknię do Polski, albo po prostu przewieźć samolotem. :-)

Suknia przyleciała samolotem w walizce mojego brata bez najmniejszego problemu. Była już u mnie w mieszkaniu w Krakowie. Teraz trzeba było ją jeszcze przymierzyć, żeby się upewnić, że wszystko na pewno jest z nią w porządku oraz znaleźć jakąś dobrą krawcową, aby coś poradziła na dziurki oraz znaleźć miejsce, gdzie by można było profesjonalnie taką suknię wyczyścić i nie zniszczyć. Po przymierzeniu stwierdziłam, że suknia leży idealnie, jedynie można ciut poszerzyć ostatnią haftkę w gorsecie oraz wymyślić coś na podwinięcie trenu, żeby łatwiej mi było w niej tańczyć na weselu.

Znowu więc siadłam przed komputerem i zaczęłam poszukiwania (tym razem salonów krawieckich oraz pralni). Wcześniej co prawda popytałam się koleżanek, czy mogą mi jakieś miejsce polecić, aby wyprać suknię, ale jedyne co od nich otrzymałam, to wskazówki, gdzie nie iść, bo tam ich suknie zostały zniszczone (pralnia Foka oraz pralnia 5àSec). Trochę czasu zajęło mi znalezienie odpowiedniego miejsca, które dałoby mi gwarancję, że suknia nie ulegnie zniszczeniu. Bo powiedzmy sobie szczerze, że pal jeszcze licho, gdybym już była po ślubie, ale w moim przypadku, jeśli suknia uległaby uszkodzeniu, zostałabym bez sukienki na wesele. 

W końcu znalazłam odpowiednie miejsce: salon sukien ślubnych Catherine w Krakowie (http://www.suknieslubne.net.pl/). Właścicielem tego miejsca jest przesympatyczna i doświadczona krawcowa Pani Jola. Oprócz szycia sukien oraz przeróbek zajmuje się również ich czyszczeniem oraz prowadzi komis sukien ślubnych. Tak więc znalazłam miejsce idealne. Pani Jola umówiła się ze mną na konsultację. Stwierdziła, że jeszcze nigdy nie miała do czynienia dokładnie z takiego rodzaju organzą jedwabną (bo z tego materiału jest wykonany wierzch sukni) i nie chcąc mi jej zniszczyć, zaproponowała następujące rozwiązanie: wytnie mały pasek materiału z trenu sukni, aby pozbyć się dziurek, a na tym wyciętym skrawku przeprowadzi eksperymenty dotyczące odpowiedniej techniki czyszczenia sukni. Zgodziłam się na to rozwiązanie i niedługi czas potem miałam już naprawioną, wypraną i wyprasowaną suknię. Dodatkowo Pani Jola ciut poszerzyła moją suknię w gorsecie przeszywając górną haftkę oraz wszyła pętelkę na dole trenu, dzięki której mogłam podwinąć tren i tańczyć całą noc nie przejmując się, że ktoś mi na sukienkę nadepnie i ją porwie.

Czego jeszcze wobec tego potrzebowałam? Bukietu (znów był to bukiet od Pani Ani z Artico), biżuterii oraz butów. O tych wszystkich elementach napiszę więcej w jednym z kolejnych wpisów na blogu. Zaznaczę tylko jeszcze że brakujące dodatki zostały zakupione przez internet oczywiście po bardzo przystępnej cenie. ;-)

Na koniec jeszcze kilka słów o tej magicznej sukience. Fason sukni jest oczywiście o kroju litery A; tak jak chciałam, w sukience nie ma żadnego błyszczącego elementu; jest koronka, ale nie klasyczna tylko z niesamowicie dziewczęca i kwiatowa oraz sukienka ma tzw. illusion neckline, czyli dekolt pokryty koronką na cieniutkim tiulu, tworzący iluzoryczny efekt aplikacji przyklejonych na skórze. Jest to dość bezpieczna opcja dla osób, które, podobnie jak ja, obawiają się, że sukienka w pewnym momencie może się z nich po prostu ześlizgnąć ;-). 

Co jeszcze jest według mnie niezwykle istotne w tej sukni to to, że uszyta jest z ona najwyższej jakości materiałów: organzy jedwabnej i elementów kwiatowych z bawełny (wierzchnia warstwa) oraz tiulu (wewnętrzne warstwy). No i oczywiście to, że spódnica w tej sukni w niczym nie przypomina firanki, czego też bardzo nie chciałam. A ponieważ suknia jest perfekcyjnie wykonana, jest przez to praktycznie nie do zdarcia. Po całym dniu i nocy weselnej oraz po 2 sesjach ślubnych oraz po ponownym czyszczeniu i prasowaniu dalej wygląda jak nowa. :-)

A teraz czas na trochę zdjęć z wesela w mojej wyśnionej sukni ślubnej. Marzenia jednak się spełniają. Czasem jedynie trzeba się trochę nagimnastykować, by je osiągnąć. ;-)


















Proszę, napiszcie w komentarzach, czy podobała się Wam moja sukienka oraz czy była warta tyle zachodu. ;-)

I na koniec jeszcze króciutkie ogłoszenie. ;-) Po długich rozmyślaniach postanowiłam sprzedać tę suknię. :'-( Powód? Dość prozaiczny. Ślubu kolejnego mieć już raczej nie będę, a miejsca w szafie coraz mniej. :-) Chętne osoby proszę o bezpośredni kontakt drogą mailową na mój adres weselemi@gazeta.pl. Suknię można oczywiście przymierzyć w Krakowie. Gwarantuję, że w tej kreacji będziecie się czuły jak wyjęte z bajki, lub jakbyście grały w hollywoodzkiej superprodukcji filmowej. 

Komentarze

  1. Dzień dobry, bardzo ciekawy artykuł a przede wszystkim blog :) Natknęłam się na niego przy okazji poszukiwania porad wyboru obrączek ślubnych i .... zaczęłam czytać dalej :).
    Mimo, że Pani suknia jest nie w moim stylu,to jest bardzo piękna, zresztą jak każda - bo każda suknia jest inna i ma w sobie coś wyróżniającego się. A najważniejsze żeby to panna młoda się czuła w niej dobrze. Dlatego myślę, że warto było zadać sobie tyle trudu, żeby ją kupić :)
    Moja historia z zakupem sukni też była nie bezproblemowa. A salon Catherine również polecam, Pani miała tam naprawdę piękne suknie, była nawet gotowa uszyć mi suknię z pokazanego przeze mnie zdjęcia. Niemniej jednak gdzie indziej wypatrzyłam tę jedyną.... ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Pani dziękuję za tak miłe słowa dotyczące mojego bloga. :-)
      Odnośnie sukni ślubnej, zgadzam się z Panią całkowicie. Najważniejsze, żeby Panna Młoda czuła się w niej dobrze. Bo przecież o to chodzi. :-) W przeciwnym razie, nawet ta wydawać by się mogło najpiękniejsza suknia nie będzie postrzegana jako piękna, bo będzie brakowało błysku radości Panny Młodej.
      Cieszę się również, że mamy podobne odczucia związane z Panią Jolą z Catherine. Nie dość, że jest ona utalentowaną krawcową, to jeszcze jest niesamowicie sympatyczną osobą. Ma milion pomysłów, dzięki czemu jest chyba w stanie pomóc każdej Pannie Młodej. No i oczywiście widać, że kocha to co robi. :-)

      Usuń
  2. Dokładnie :) tak przy okazji byłam wczoraj u złotnika, Pana Bocheńskiego którego Pani polecała i mam w związku z tym pytanie, czy Państwo daliście mu swoje złoto żeby wyszło taniej? I czy pamięta Pani ile ważyły łącznie Państwa obrączki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan Krzysztof rzeczywiście zapytał się nas, czy mamy własne złoto, ale nie mieliśmy, więc płaciliśmy u niego za wszystko łącznie ze złotem. Nie pamiętam wagi obrączek, ale pamiętam cenę za złoto (po 110 PLN za gram). Za robociznę to było 800 PLN (bo obrączki były naszego własnego projektu plus dość skomplikowane w wykonaniu choćby przez pomieszanie 2 kolorów złota), 80 PLN za diament w mojej obrączce, a za resztę, czyli złoto wyszło 890 PLN. Obrączki były ze złota 14k. :-)

      Usuń
  3. Rozumiem, czyli Państwa obrączki ważyły ok. 8 g para. U nas wyjdzie pewnie ok. 15g z uwagi na to, że narzeczony chce mieć ok. 6mm szerokości :/
    Dziękuję w każdym razie za informacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Tyle ważą. Natomiast nie są wcale cienkie. Mają po około 5mm, męża chyba nawet 6mm. Z tym że są płaskie, a nie wypukłe. Może dlatego mniej ważą niż wg Pani wyliczeń. ;-)

      Usuń
  4. Wg mnie ta suknia jest bardzo ładna. Jedna z lepszych jakie widziałem. Zdecydowanie warta zachodu, bo wyglądasz w niej świetnie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To jedna z lepszych kreacji jakie widzieliśmy. W kwestii sukni ślubnej warto kombinować i szukać tej jednej ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty